BANER3
Drukuj

Szlakiem rzymskich kolonizatorów, czyli o niesamowitej wymianie polsko-niemieckiej – czerwiec 2018

Paulina Laskowska.

Pierwszego dnia wymiany, 06.06.2018r, po piętnastogodzinnej podróży busem (który, swoją drogą, bardzo pozytywnie nas zaskoczył – wyposażony był bowiem w tablety z około setką filmów z przeróżnych kategorii, gry, oraz Internet) wreszcie dotarliśmy do Darmstadt, w którym powitały nas rodziny goszczące. Każdy z nas udał się do swoich „nowych domów”, gdzie odpoczęliśmy przed zwiedzaniem Hessischen Landemuseum i Mathidenhohe. Mój odpoczynek polegał na spacerze po parku przyrodniczym znajdującym się w pobliżu domu Julii – mojej uczennicy goszczącej. W muzeum, do którego udaliśmy się następnie całą grupą, w bardzo przyjemny sposób dowiedzieliśmy się ciekawych rzeczy na temat Hessen – landu, w którym przebywaliśmy.

Po wszystkim udaliśmy się z powrotem do domów rodzin goszczących.

Drugiego dnia udaliśmy się na dwie godziny lekcyjne oraz wychowanie fizyczne do Albert-Einstein-Schule, w której uczyli się nasi niemieccy koledzy i koleżanki. Co zdziwiło nas najbardziej, to fakt, iż po przedstawieniu prezentacji z historii, uczniowie zamiast klaskać – stukali w ławki, a my nie do końca wiedzieliśmy, co się dzieje. Później dopiero dowiedziałam się, że zdaniem Niemców za pomocą stukania w biurko wyrażają więcej szacunku do osoby obdarowywanej wiwatem niż klaskaniem. WF przebiegł bardzo swobodnie i przyjemnie – mogliśmy wybrać aktywność fizyczną, która nas interesowała, każdy robił co lubi najbardziej. Po lekcjach wybraliśmy się do zamku Lichtenberg, gdzie również zjedliśmy obiad na małym pikniku. Później każdy z nas pojechał do domu po stroje kąpielowe, i już bardziej prywatnie udaliśmy się nad jezioro w środku lasu niedaleko Gross-Bieberau. Tam każdy z nas znalazł zajęcie dla siebie, a widoki były dosłownie nie do opisania.

Trzeciego dnia wyjechaliśmy do Kolonii. Po dotarciu zostaliśmy zakwaterowani w naprawdę porządnym schronisku młodzieżowym w centrum miasta. Zjedliśmy pyszny obiad (mieli nawet opcje wegańskie!), po czym udaliśmy się do muzeum Historii Rzymian i Germanów, a następnie
obejrzeliśmy der Kolnerdom. Wieczorem zjedliśmy kolację, a po kolacji obie grupy – niemiecka i polska wybrały się na własną rękę na wycieczkę brzegiem rzeki, na której to udało nam się do siebie zbliżyć, i był to bardzo przełomowy moment wymiany – wieczór, który pozwolił nam nazwać się przyjaciółmi. Po spędzeniu miło czasu wróciliśmy do schroniska, w którym to kontynuowaliśmy rozmowy na wszystkie tematy.

Czwartego dnia po zjedzeniu śniadania, my dziewczyny , pognałyśmy do Primarka. Zachęcone niskimi cenami i ogromnym wyborem, z wielką pasją wydałyśmy większość swoich oszczędności na kompletnie niepotrzebne oraz te bardziej potrzebne rzeczy. Następnie, po udanych zakupach, udaliśmy się do autokaru, który zawiózł nas z powrotem do Gross-Bieberau. Tam odpoczęliśmy po wycieczce i udaliśmy się całą grupą na imprezę pożegnalną dla tamtejszych maturzystów, odbywającą się w Gross-Bieberau. Bawiliśmy się przednio, poznaliśmy wiele niemieckich hitów i cieszyliśmy się, że możemy zobaczyć, jak bawią się niemieccy nastolatkowie.

Piąty dzień minął nam pod hasłem „adrenalina”. Rozpoczęliśmy go o 13:00 spotykając się w parku linowym. Tam powitał nas polski sprzedawca, który bardzo chętnie zażartował z naszego przerażenia wysokimi trasami. Czas minął nam naprawdę bardzo szybko, cytując Michała, „weszliśmy w jakiś wir czasoprzestrzenny i nagle jest prawie wieczór”. Później znów wybraliśmy się nad wcześniej wspomniane jezioro, gdzie zjedliśmy mnóstwo pizzy (tamtejsza pizza jest porównywalnie dobra do polskiej), a spożyte kalorie spalaliśmy pływając w chłodnej wodzie, idealnej na upał, który tam panował.

W poniedziałek pojechaliśmy do osady rzymskiej w Saalburg, w której niemiecka pani przewodnik opowiadała nam o kolonizacji Niemiec przez Rzymian. Następnie dostaliśmy trochę czasu wolnego, który spędziliśmy z Niemcami. Później pojechaliśmy do Frankfurtu. Tamtejsze kebaby naprawdę mogę ocenić na szóstkę, dostaliśmy wspaniałe posiłki, które skonsumowaliśmy szybciej niż cokolwiek wcześniej. Kolejnym punktem naszej wyprawy była apteka, ponieważ, niestety, nad jeziorem przegraliśmy walkę z muchami końskimi. Jedna z nich ugryzła Martynę w nogę, przez co wyglądała, jakby wyrosło jej drugie kolano, jednak dogadaliśmy się z łatwością z tamtejszymi aptekarkami.
Po załatwieniu tej sprawy poszliśmy na shopping, gdzie również udało nam się wydać pieniążki
na ładne rzeczy. Wróciliśmy do domów pociągiem.

W dzień wyjazdu pokazywaliśmy reszcie grupy prezentacje i quizy, które uprzednio przygotowaliśmy. Każdy z nas miał następnie za zadanie napisać lub narysować na kartce wraz ze swoim Niemcem, co wynieśliśmy z wymiany. Było to miłe, oficjalne pożegnanie. Po powrocie do domu spakowaliśmy się, a następnie spotkaliśmy u Mony, która zorganizowała dla nas pożegnalnego grilla w swoim ogródku. Pochłonęliśmy pyszne, niemieckie wursty i litry tamtejszej, pysznej lemoniady, żartowaliśmy, robiliśmy ostatnie zdjęcia razem. Po kilku godzinach przyjechali po nas nasi niemieccy rodzice, aby odwieźć nas na przystanek, z którego zabrał nas bus. Przy pożegnaniu nie zabrakło łez, przytulasów
i żartów.

Reasumując, bardzo cieszę się, że wzięłam udział w takim przedsięwzięciu. Sama zauważam teraz poprawę swojego poziomu języka niemieckiego, w którym nigdy nie czułam się tak swobodnie jak teraz. Poznałam tam również naprawdę wartościowe osoby, których nigdy w życiu nie zapomną,
i mają w moim sercu specjalne miejsce do końca moich dni. Pokazali nam różnice kulturowe między nimi, a nami, jednak ani trochę nie podzieliły nas one. Wręcz przeciwnie! Dało nam to więcej tematów do rozmów, które do dziś się nie kończą, ponieważ wszyscy mamy kontakt z kilkoma osobami z tego projektu. Jednym słowem mogłabym opisać tę wymianę jako niesamowitą.