BANER3z_nowe_perspektywy perspektywy2019
Drukuj

Święto Szkoły 2010

.

19 marca 2010 V Liceum Ogólnokształcące im. Kanclerza Jana Zamoyskiego obchodziło Jubileusz 20-lecia. Święto to połączone było z oficjalnym oddaniem do użytku zmodernizowanej sali gimnastycznej.
Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał Prezydent Miasta Zbigniew Podraza, a poświęcenia sali bp Piotr Skucha. Wśród zaproszonych gości byli też między innymi Eurodeputowana Małgorzata Handzlik, Dyrektor Delegatury w Sosnowcu Grzegorz Raczek, przedstawiciele Urzędu Miejskiego w Dąbrowie Górniczej, samorządowcy, przedstawiciele dąbrowskich placówek i organizacji społecznych, kulturowych, związków zawodowych, dyrektorzy szkół.
Drukuj

Studium Wiedzy o Teatrze

.

b_200_150_16777215_00_images_stories_fotoblog_8.jpeg
„Dla miłośników teatru nieważne jest, jakim posługują się językiem. To, co pozwala im rozumieć siebie nawzajem, to teatr”. Studium Wiedzy o Teatrze - po takiej nazwie cyklu spotkań można spodziewać się wiele, ale na pewno nie tego, że jest to wydarzenie mające na celu reklamę zbliżających się premier teatralnych w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Proszę nie zakładać z góry mojego negatywnego nastawienia, gdyż jest to błędne przekonanie. Nie dość, że spotkanie, w którym udział wzięli teatromani z klas: IIIa, IIIG, IIID, IF i IIA okazało się być ciekawym (a na pewno nietypowym), to jeszcze zachęca do obejrzenia spektaklu.
b_200_150_16777215_00_images_stories_fotoblog_9.jpegSztuka, której premiera nieuchronnie się zbliża (26 lutego 2010 r.), to utwór Witolda Gombrowicza „Iwona, księżniczka Burgunda” w interpretacji węgierskiego reżysera Atilli Keresztesa. Rozmowę z Keresztesem prowadził dyrektor artystyczny teatru- Tadeusz Bradecki. Poruszane w niej wątki ściśle dotyczyły problematyki utworu. Jednym z ciekawszych okazała się Gombrowiczowska dualistyczna koncepcja człowieka o „zwierzęcej” i „ucywilizowanej” naturze (określenia Atilli Keresztesa). Wyjaśniono też, skąd pochodzi ten dość groteskowy tytuł sztuki autora „Ferdydurke”- jedno odczytanie ma związek (o dziwo !) z winem z Burgundii, drugie zaś przywodzi na myśl znaną operetkę o księżniczce Czardasza.
b_200_150_16777215_00_images_stories_fotoblog_10.jpegAczkolwiek wszyscy zadawali sobie pytanie, w jaki sposób ten utalentowany węgierski reżyser rozmawiał w trakcie prób teatralnych z polskimi aktorami – odpowiedzią jest tytuł tej recenzji – uniwersalnym językiem jest język teatru. A może prawdziwe okazuje się znane przysłowie, że Polak i Węgier to dwa bratanki! Sprawdzimy to właśnie 26 lutego w dniu premiery sztuki Gombrowicza.
 
Drukuj

"Tango"

.

b_200_150_16777215_00_images_stories_fotoblog_6.jpegTego dnia mieliśmy przyjemność obejrzeć ,,Tango”’ S. Mrożka w reżyserii Jerzego Hojdy w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie. Słowa przyjemność użyłem tutaj wcale nie przez przypadek. Spektakl jednogłośnie został uznany za niebywale śmieszny, choć nie możemy zapomnieć, że poruszał dość ważne i trudne kwestie, które jednak zostały lekko przyćmione przez śmiech widowni.
Gra aktorska – miód na serce – jak mawia prof. Z. Pietrasińska. Na szczególne wyróżnienie zasługują Paweł Okraska w roli Edka oraz Gabriel Abratowicz w roli wujka Eugeniusza. Komizm granych przez nich postaci w połączeniu z ich grą aktorską dawał piorunujące wrażenie, które bawiło do łez. Jeżeli chodzi o resztę odtwórców ról, to dobrze wywiązali się ze swoich zadań. No może z małym wyjątkiem Ali (Iwona Wojtaszek), której gra była nie nieco sztuczna i papierkowa.
Trzeba również wspomnieć o świetnie dobranych kostiumach, które, jak się okazało również potrafią rozśmieszyć. Mowa oczywiście o zabawnej piżamie Stomila (Karol Zapała), którą pewnie nie jeden z nas chciałby powiesić w prywatnej garderobie. Podsumowując cały spektakl: genialny Mrożek zagrany przez świetnych aktorów!
Drukuj

Targi edukacyjne

.

Rany, ile się teraz w tej szkole dzieje! Od początku tego tygodnia pełną parą ruszyły przygotowania do prezentacji szkoły na Targach Edukacyjnych (11-12. 02., TZN ). Należę do grupy, która zajmuje się jedną z tegorocznych form promocji Zamoya. Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że to tak pracochłonne i wcale niełatwe zajęcie! Pracujemy non stop, dosłownie jak mrówy, ale widać już efekty. Mam nadzieję, że Wam się spodoba : ) 
Od 22 do 24 marca, zapraszamy wszystkich gimnazjalistów na Dni Otwarte VLO. Sama mogę Wam obiecać, że nie pożałujecie wizyty w Zamoyu. Moja przygoda z tą szkołą zaczęła się właśnie od Dni Otwartych. Od pierwszej chwili tu spędzonej wiedziałam, że to właśnie TA I ŻADNA INNA! Wy też możecie to poczuć. Ale najpierw musicie do nas przyjść. Albo nie. To my przyjdziemy do Was. Na kawę i ciacho zapraszają: ZAMOYSZCZANIE ; )
W tak zwanym międzyczasie przygotowujemy się też do Święta Szkoły ( 19. marca), w tym roku wyjątkowego, bo połączonego z obchodami dwudziestolecia V LO. Przygotowujemy „Żywe obrazy”. (Szkoda, że ni trafiły nam się „Słoneczniki” Van Gogha…Zawsze chciałam się przekonać jak to jest być wazonem;) Ale obraz, który dostaliśmy do zrealizowania, też jest całkiem, całkiem : ) ). A jaki obraz zaprezentujemy? NIE POWIEM! Przyjdź i zobacz (matko, bawię się w Apokalipsę…chyba coś ze mną mocno nie tak ; D) – szukajcie I a.
Drukuj

Zimowisko

.

Pierwszy poniedziałek po zimowisku. Jeszcze o tym nie pisałam, bo nie było czasu między prasowaniem i upychaniem ciuchów kolanem w walizce, ale mamy w szkole zimowisko. Zazwyczaj na początku drugiego semestru, w nagrodę za ładne ocenki, jeździmy z wuefistami na narty, deski, sanki i wszystko inne, na czym jeszcze jeździć można. Wyjechaliśmy w poniedziałek, tydzień temu, wróciliśmy w piątek. A co działo się pomiędzy poniedziałkiem a piątkiem? Nooo… to już jest osobna historia… : D

W tym roku pojechaliśmy do Wisły. Zaraz po przyjeździe pobiegliśmy w podskokach na stok (no, może nie koniecznie w podskokach, bo w butach narciarskich to raczej troszkę trudne). I było tak już co rano. Za to wieczorami… wieczorami imprezowaliśmy na dyskotekach, a potem na „afterkach” w pokojach, piliśmy hektolitrami sok jabłkowy, gorącą czekoladę i kawę, tonami pochłanialiśmy pizzę i tosty, a rano… a rano robiliśmy „karniaczki” w postaci siedmiominutowego „krzesełkowania” pod ścianą, bo – jak się później okazało – bawiliśmy się tak dobrze, że słychać nas było w całym ośrodku, a kadra nie mogła spać : )
Oprócz tego byliśmy też na kuligu i nawet w centrum Wisły, a także zamroziliśmy bitą śmietanę, wjechaliśmy w kilku Bogu ducha winnych narciarzy (idealny sposób zawierania znajomości, szczególnie, że narciarze byli, nie powiem, przystojni), słyszeliśmy obiad, rozmawialiśmy z końmi ciągnącymi sanie, łapaliśmy „stopa” na wyciągu, prowadziliśmy handel niewykorzystanymi karnetami, składaliśmy życzenia imieninowe, wysyłaliśmy pocztówki do nauczycieli, produkowaliśmy bombę biologiczną z musztardy, żurawiny i soli oraz, i to przede wszystkim, doskonale się bawiliśmy. I chociaż przez cały weekend leczyłam zakwasy i nadrabiałam zaległości z poprzedniego tygodnia, to wiem, że w przyszłym roku na pewno znowu tam pojadę.